Michal Krčmář: Inne spojrzenie na jednego z najlepszych czeskich biathlonistów
Kontynuujemy ostatnią odsłonę cyklu o czeskich biathlonistach. Tym razem skupiamy się na ciekawych spostrzeżeniach Michala Krčmářa, jednego z najbardziej doświadczonych członków obecnej reprezentacji Czech.
Niektórzy sportowcy wygrywają z klasą, a przegrywają z uśmiechem. Michal Krčmář do nich nie należy i przyznaje się do tego bez wahania.
„Każda porażka mnie frustruje, zwłaszcza gdy wiem, że mam wszystko, czego potrzeba, ale nie potrafię tego zrobić” Krčmář mówi do Bezky.net.
To właśnie ta niechęć do łatwej samoakceptacji może być największą siłą jednego z najlepszych współczesnych czeskich biathlonistów.
Przegrywanie jako rzemiosło
„Kto cię nauczył przegrywać?” – na to pytanie Krčmář odpowiada z właściwą sobie bezpośredniością: „Wygląda na to, że musiałem się tego nauczyć sam.”
W sportach indywidualnych porażki są trudniejsze do zniesienia niż w sportach drużynowych. Nie ma za kim się schować, nie ma na kogo zwalić winy za słaby występ. Krčmář o tym wie. A jednak, a może właśnie dlatego, upiera się, że wciąż nie wie, jak przegrywać w prawdziwym tego słowa znaczeniu.
„Jeśli chcesz być dobrym sportowcem, nie możesz umieć przegrywać. Ale powinieneś wiedzieć, jak sobie z tym radzić”.
Granica między zdrową ambicją a destrukcyjną frustracją jest cienka. Krčmář często zmaga się z tymi uczuciami.
Brakująca szatnia
Biathlon to sport indywidualny. Jednak Michał kiedyś play piłkę nożną i brakuje mu aspektu kolektywnego w jego życiu zawodowym.
„Trochę brakuje mi szatni podczas biathlonu, więc staram się to nadrabiać w sztafetach”.
Grupa mężczyzn, wspólny cel, wspólna adrenalina – tego nie da się całkowicie zastąpić.
Mimo to nie popada w romantyzowanie sytuacji. W zespole zawsze znajdziesz prawdziwych przyjaciół, towarzyszy na całe życie. Ale są też ludzie, z którymi trzeba nauczyć się funkcjonować koleżeńsko.
„Nie pójdziesz z nimi na piwo czy kawę, ale musicie ze sobą współpracować”. Tak Krčmář postrzega relacje międzyludzkie w sporcie zawodowym.
„Chociaż biathlon jest sportem indywidualnym, to jednak częściowo jest to wynik zespołowy. Czasami pomagasz komuś, a czasami to on pomaga tobie”.
Rodzice uprawiający sport
Krčmář dosłownie ma sport we krwi. Jego ojciec uprawiał biathlon, a nawet brał udział w Igrzyskach Olimpijskich w Lillehammer. Jednak to było w czasie rozpadu Czechosłowacji – a on reprezentował Słowację.
„Wtedy oskarżono Czechów o sabotaż i musiał opuścić reprezentację.”
Kariera sportowa przerwana przez presję polityczną. Gorzka historia z czasów, gdy granice między państwami dopiero się ustalały.
Jego matka played siatkówka.
„Już od najmłodszych lat byłem zachęcany do uprawiania sportu na różne sposoby.”
Nie chodzi tylko o geny czy tradycję – chodzi o środowisko, wartości i to, co wpajane jest w domu od dzieciństwa. Krčmář odziedziczył swój sportowy instynkt, ale rozwijał go z własnej woli.
Własna rodzina i kompromisy
Michał jest teraz ojcem i mężem. A ta więź ze sportem najwyższej klasy nie jest pozbawiona tarć.
„Moja rodzina i ja cieszymy się miłymi chwilami. Ale kiedy trzeba znaleźć sposób, żeby to połączyć, to spada to na barki żony”. mówi otwarcie.
Kiedy wraca do domu, stara się dawać dzieciom 100 procent. Ale po ciężkim treningu brakuje mu energii, a jego cierpliwość nie jest taka, jaka być powinna.
„Próbuję je oswoić, ale zazwyczaj mi się nie udaje. Nie jest to łatwe, ale zdecydowanie bym tego nie zmienił”.
Decyzja o kontynuowaniu kariery wyścigowej przyniosła ze sobą również nowe zasady.
„Musiałem nauczyć się mówić nie”.
Priorytety są jasne: poświęcić się rodzinie i trenować w 100%, bez kompromisów.
„Tego, do czego nie trenuję, nie mam”.
Sport jest miłosierny tylko dla tych, którzy go szanują.
Dwadzieścia, trzydzieści sekund przed startem. Dziesiątki zawodników dookoła, bijących się w piersi, popisujących się siłą.
„Starasz się ich nie zauważać. Biją się w piersi, próbując zasygnalizować, że są samcami alfa”.
I nagle rozlega się strzał – i zostajesz sam na sam z torem.
„W takich napiętych momentach możesz zacząć wątpić w siebie.”
Ale Krčmář wie, jak uciszyć ten wewnętrzny głos: właśnie dzięki pewności dobrze wykonanej pracy.
„W takich chwilach wiem, że zrobiłem wszystko, co mogłem”.
Taka jest filozofia wyścigowa Michala Krčmářa.
Wspomnienia z dzieciństwa
Młodość spędzona w Vejsplachej – miejscu, gdzie dziś stoi aquapark – ma dla Krčmářa niepowtarzalny smak. playgraliśmy tam w coś na wzór softballu z trenerem Sukiem; wszyscy chcieli play Cały trening, ale potem musieli znowu biec. A po treningu przez dwie godziny rzucali kulkami w śnieg. Żadnej wyrafinowanej metodologii, żadnych naukowych planów treningowych. Tylko chłopcy, śnieg i radość ruchu.
To właśnie ta podstawa – szczera miłość do sportu, a nie do medali – pozwala mu kontynuować karierę nawet dzisiaj, choć mógł już dawno temu zrezygnować.
Czemu kontynuować?
Pytanie, które zadaje sobie każdy sportowiec w wieku dojrzałym. Odpowiedź Krčmářa jest zaskakująco skromna.
„W ostatnich latach nie chodzi tylko o wyniki, ale o przeczucie. Chcę się rozwijać lub udoskonalać jakąś umiejętność. Dopóki czuję, że mam na to siłę, myślę, że warto kontynuować”.
Żadnych żałosnych rozmów o olimpijskich marzeniach. Tylko ciche, szczere pragnienie bycia lepszym niż wczoraj.
I jest jeszcze jedna rzecz, w którą Michal Krčmář szczerze wierzy.
„Masz ogromną przewagę w sporcie. Kto w pracy może się położyć po obiedzie?” dodaje z uśmiechem, że po zakończeniu kariery nie będzie już tego robił przez resztę swojego życia.
Tak długo, jak może, wysyła swojemu szwagrowi prowokacyjne zdjęcia ze swojej popołudniowej sjesty z komentarzem: "Co robisz?"
Przeczytaj także: Czeskie drużyny biathlonowe na sezon 2026/2027
Interesujesz się biathlonem? Kliknij TUTAJ i przeczytaj więcej na ten temat.











